Warszawski Festiwal Piwa – edycja nr 7 – jesień 2017

Zakończył się kolejny Warszawski Festiwal Piwa – edycja nr 7, który jak zawsze jest świetną okazją poznania nowych piw, ale przede wszystkim okazją do spotkania masy znajomych. Posiadanie wielu znajomych w browarach jest dość “niebezpieczne” i dzień następny jest ciężki, ale coż… 😛 Po raz kolejny była to świetna impreza, na którą zawsze bardzo chętnie się wybieram. Fanem piłki nożnej, to ja nie jestem, ale klimat stadionu Legii robi fajną atmosferę. Co prawda najlepiej jest w godzinach porannych, gdzie nie jest bardzo tłoczno, ale nawet wieczorem jest ciekawie, bo i dużo się dzieje.

Mój subiektywny przegląd piw? Odzwyczaiłem się już za ganieniem po “sztosach” kosztujących fortunę i w ogóle unikałem piw mocnych. Skusiłem się jednak na RISa “Zawisza Czarny” z Browaru Łańcut. Piwo świetne, kompletne, bardzo głębokie. Jest w nim beczka, wanilia, lekki kokos i gładkość. Wiadomo, że to robota Piotra Wypycha, więc można było się spodziewać świetnej jakości. Warto było zapłacić dużą kwotę, ale wiadomo “sztosy… itd.” Szkoda tylko, że połowa została wylana przez szeroko gestykulującą panią, która wizytowała stoisko PSPD, na którym rozmawiałem z kolegami… ehhh.

Od dłuższego czasu odkrywam kwasy i tutaj naprawdę dzieje się niesamowicie w naszym kraju. Ciekawy eksperyment serwowali chłopaki Wojtek i Janek z browaru “Szał Piw” – na kranie mieli młodziutkiego, zaledwie 3-miesięcznego lambica. Zdaję sobie sprawę, że to dopiero będzie lambic, bo na teraz tak go nazwać nie można, ale warto było spróbować jak to smakuje. Było jeszcze bardziej piwem w stylu sour ale, wyraźnie czuć było nuty lacto i drożdżowe. Należy pamiętać, że to piwo było bardzo młode i świeże. Swoje musi jeszcze odstać.

Od jakiegoś czasu pilnie obserwuję co robią chłopaki z browaru Beer Bross z Żyrardowa, bo ten browar zaczyna wyrastać na specjalistów od piwa kwaśnego w Polsce. Kwassiflora zawsze robi dobrą robotę, ale teraz chłopaki postanowili zaszaleć. Ze ścian swojego browaru zdrapali drożdże, wyizolowali czyste kultury dzikich drożdży i uwarzyli na nich piwo. Tak powstało piwo “Żyrardomyces”. Dodatkowo dorzucili jeszcze malin, aby podkręcić pijalność i kwasowość. I właśnie takie to piwo jest – dzikie z nutami stajennymi i owocowe, które jest zbliżone w pewnym momencie do berliner weisse. Bardzo ciekawy eksperyment i zarazem ryzykowny, bo dzikie drożdże mogą roznieść się po browarze. Jeżeli miałyby jednak robić takie piwa, to ja poproszę. Może byśmy mieli naszego “Cantillon” 😛

Ciekawe piwo lało się u Marka Kamińskiego z Kingpina – Amadeo – Raspberry Milkshake IPA. Piwo było wysoce pijalne, słodycz dobrze skontrowana goryczką i do tego kwasowość malinowa oraz od słodu pszenicznego. Nie jest to styl piwa, za którym szaleję, ale warto było spróbować, bo jest to jakaś świeżość na rynku mocno już konkurencyjnych piw IPA i wariacji.

Najciekawiej jednak było na samym dole w strefie nowych browarów. Można tam odkryć prawdziwe perełki piwne. W strefie tej pojawił się w tym roku między innymi browar Rockmill, w którym warzy czołowy piwowar domowy w Polsce, zdobywca wielu nagród, pucharów i tegoroczny zwycięzca Pucharu PSPD Andrzej Miler. Piwa Rockmilla miałem już okazję próbować kilka razy wcześniej. Wiedziałem, że można spodziewać się niesamowitego poziomu i takie się nie zawidołem. Hazy Dreamer po raz kolejny udowadnia, że piwa z Rockmilla, to naprawdę poziom światowy.

Zaraz obok stał też browar BeerLab, który słynie z serii piw eksluzywnych dostępnych w wyselekcjonowanych miejscach, ale ostatnio postanowili rozszerzyć swoje portfolio i wyjść na szerszy rynek. W najnowszej serii można spróbować świetnego pilsa i bardzo poprawnego ciemnego lagera, który nawet bardziej przypomina monachijskie ciemne, ale oba piwa są udane i warte wypicia. W końcu mało jest obecnie dobrej klasyki na rynku. Browar także chce pójść w kierunku rewolucji piwnej i poszaleć z kilkoma innymi stylami, więc spodziewajmy się niedługo nowych wypustów.

W tej samej strefie mogłem także spróbować piw z nowej inicjatywy chłopaków z poznańskiego PSPD – browar Harpagan. Bardzo ciekawym piwem okazała się “Kuracja Szamana” – grodziskie z dodatkiem papryczek chipotle. Wędzonka, która jest kontrowana odpowiednią ilością pikantności zyskuje na swoim bogactwie i warto tego spróbować. Natomiast piwem, które niesamowicie zapamiętałem była “Ostoja Chaosu” – piwo w stylu blond. Nie jestem wielkim fanem piw belgijskich, ale to naprawdę zrobiło na mnie wielkie wrażenie swoim balansem, pijalnością i lekkością. Doskonałe piwo, które naprawdę polecam.

Jaki browar zrobił na mnie jednak największe wrażenie? Widziałem już ich butelki w sklepach, ale nie było okazji spróbować ich produktów wcześniej. Chodzi mi o browar śląski “Alternatywa” pod wodzą Agnieszki i Rafała Skórka, a warzy tam Jacek Kocurek – były sekretarz PSPD i doświadczony piwowar domowy oraz Zenek Makuła – zwycięzca konkursu Kuźni Piwowarów. Wszystkie ich piwa są bardzo równe, pijalne, dobrze zbalansowane, polecam świetnego american pilsa, ale moim piwem festiwalu zostanie ich “Desitka” 🙂 Naprawdę – ten lekki lager inspirowany czeską tradycją jest idealnym piwem na długie rozmowy oraz “na rano” 🙂 Pisałem już powyżej, że bardzo rzadko ktoś z polskiej sceny wypuszcza dobre pilsy lub właśnie desitki i takich piw jest jak na lekarstwo. W dobie amerykańskiego chmielu, setek odmian IPA, wszędobylskich owoców i kwasów właśnie zrobienie dobrego, czystego lagera świadczy o browarze i jego możliwościach. Będę naprawdę przyglądał się temu browarowi, bo ich pierwsze piwa są świetne, więc warto próbować następnych.

Miałem okazję także zdegustować polskie cydry na pokazie prowadzonym przez Przemka Iwanka, który jest znawcą tematu i zobaczyć co ciekawego dzieje się na polskim rynku w tej kategorii. Stawiam swoje pierwsze kroki w tym rynku, ale z mojego skromnego doświadczenia w tej materii wyraźnie jednak dostrzegam różnicę pomiędzy jakością surowca polskiego, a pochodzącego z kraju z tradycjami jakim jest Anglia. Pomimo, że cydry z polskich jabłek są bardzo ciekawe i mają wiele do zaoferowania, to jednak tradycje angielskie nadal wyznaczają inny poziom.

A co do Anglii, to znowu zabrakło mi dobrej angielskiej klasyki piwnej, którą uwielbiam. Niestety we wspomnianej już dominacji amerykańskiego chmielu, piwa w stylu porter angielski, pale ale, czy bitter nie są chętnie warzone przez nasze browary, więc pozostaje tylko czekać.

Oczywiście nie zabrakło stoiska Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych, na którym odbywały się ciekawe dyskusje i degustacje, i zawsze było to okazją do spotkania masy znajomych z całego kraju. To pokazuje, że właśnie piwowarstwo domowe łączy nas wszystkich, zawsze jest z kim pogadać, pośmiać się i napić dobrego piwa. Warszawa to świetne miejsce do integracji, bo jednak tutaj zjeżdżają się praktycznie wszyscy interesujący się dobrym piwem rzemieślniczym. Piw, których próbowałem było dużo więcej. Nie skupiałem się szczególnie na robieniu notatek i zdjęć, a chłonąłem dobrą atmosferę i cieszyłem się czasem. Super impreza, na którą zawsze chętnie wracam.